Wprowadziłam trochę zmian. Wypunktuję je od razu, bo zapomnę :
1. Tam na dole szczeliłam ankietę. Musicie mi pomóc.
2. Rozdział się pisze i będzie niedługo, chyba.
3. Zmieniłam nick: Charlie Cherry (co nie wiąże się z Charlotte z opowiadania)
4. Avatar również zmieniłam xD.
5. Wypełniłam listę polecanych kilkoma blogami.
6. Wstawiłam trochę tekstu do 'o mnie' także, jeżeli Wam się na prawdę nudzi, to zapraszam. Ja sama nie wiem dokładnie co tam jest xD, ja tego nie pisałam (moje lenistwo...).
7. W zakładce 'bohaterowie' są zdjęcia propozycji wyglądu Debory. Numerki możecie wybierać w ankiecie.
No to chyba tyle. Blog zacznie myślę niedługo żyć...
A! Proszę o zostawianie komentarzy! Nie koniecznie na temat tekstu. Możecie po prostu napisać: Przeczytałam. Do dupy.
No....Teraz to już chyba wszystko co miałam do powiedzenia... Dobranoc!
Charlie Cherry.
sobota, 16 lutego 2013
niedziela, 3 lutego 2013
Piąty
To taki bardziej zapychacz, bo na nic dłuższego mnie nie stać ;__;. A zdjęcia Charlie nadal nie mam....
Miłego czytania!
_______________________________________________________________________________
Miłego czytania!
_______________________________________________________________________________
*jakieś trzy
lata później*
Deborah
Właśnie wróciłam z Duffem ze szkoły. Charlie kończyła godzinę
wcześniej. Pewnie teraz siedzi przed telewizorem i obżera się
lodami.
Przez te lata Michael i Charlotte zostali moimi przyjaciółmi.
Najlepszymi i jedynymi. Mieliśmy 'swoją grupkę' ale niezbyt
przepadałam za tymi pozostałymi dwiema osobami.
Z Charlie zazwyczaj się dogadujemy. Tylko ona ciągle kłóci się o
błahostki z Duffem typu 'Wczoraj był tutaj jeden cukierek więcej'
'Mydło jest za mokre (oczywiście przez Duffa)' itp... Ale mimo jej
wybuchowego i czasem nadpobudliwego charakteru potrafi słuchać i
doradzać, choć częściej to ja rozwiązuję jej problemy. Uczyłam
ją gotować, choć z marnym skutkiem. Ostatnio popłakała się, bo
jej 'babeczki nie były perfekcyjne i gdyby wyciągnęła je z pieca
kilka sekund później byłyby idealne!'. Wyrzuciła je więc za
okno, albo wrzuciła do pokoju McKagana. Innym razem chciała się
nauczyć robić kisiel. Kupiłyśmy więc około dziesięć opakowań
i zabrałyśmy się za gotowanie go. Chyba nie muszę tu wspominać,
że oczywiście nie wyszedł, a cała kuchnia była w proszku?...a
cały pokój Duffa i on sam w kisielu (nie wiem czy dobrze odmieniam
xD). W końcu pokazałam
jej magiczny sposób wsypywania zawartości malinowego proszku do
kubka, oczywiście mieszając jednocześnie. Ucieszyła się jak małe
dziecko i od tamtej pory codziennie zamiast odrabiania lekcji ma
'Czas na kisieeel'. Wygląda to mniej więcej tak, że wykłada
wszystkie książki i zeszyty na podłogę, kładzie się na niej,
otwiera wszystko i kiedy zauważy tylko napis 'Praca domowa' zrywa
się na równe nogi i wykrzykuje wcześniej wspomniane zdanie.
Czuję się jakbym znała ją całe życie. Nie przeszkadzają mi
jej pomysły czy zachowanie. Przynajmniej nigdy się nie nudzę.
Z Duffem nie mam aż tak dobrego kontaktu, chociaż też się dogadujemy.
Razem potrafimy nawet zamknąć Charlie w szafie, co jest niemałym
wyczynem. On częściej przebywa z kolegami, ale chętnie również z
nami. Może raczej ze mną, bo jak ciągle się upiera 'nienawidzi
tego małego, wrednego chochlika'. A ja i tak wiem, że ją kocha.
Alice wcale nie przeszkadza obecność mnie i mojej mamy w domu.
Cieszy się, że jesteśmy. Ja zazwyczaj gotuję obiad, czy inne posiłki, a Sony i tak bardzo często nie ma w domu. Najwięcej czasu
spędza w pracy. Czuję, że stała się pracoholiczką. Zresztą,
nie trudno zauważyć. Wychodzi z domu wcześnie rano, a wraca późnym
wieczorem. Kiedy ma wolny dzień nie umie usiedzieć w miejscu i
gdzieś jedzie, albo 'przynosi pracę do domu'. Trochę mnie to
denerwuje i brakuje mi jej, ale nie siedzi mi na głowie i wiem, że
kiedy bym jej to wypomniała i tak powiedziałaby, że robi to dla
mnie.
Mój kontakt z Jeff'em zupełnie się urwał. Nie dostałam już
żadnego listu. Sony jeździ do niego często, ale nie przekazuje mi
żadnych informacji na Jego temat. Chociaż wiem, że kiedy bym tylko
zapytała ona z chęcią opowiedziała mi co u niego słychać. Wiem
tylko tyle, że ojciec nadal Go kontroluje, ale radzi sobie dobrze i
nie jest sam. Ma kilku kolegów, z czego dwóch znam. William i
Richard. Z tym pierwszym wspomnianym miałam dobry kontakt i się
dogadywałam, chociaż czasem zachowywałam się jak Charlie w
stosunku do Duffa (ciągłe kłótnie, nie wiadomo o co)
Weszłam do kuchni i rzuciłam plecak w kąt, odgrzałam sos
spaghetti i nałożyłam na trzy talerze. Poszłam do salonu. Tak jak
przypuszczałam. Charlotte leżała w fotelu, oglądała telewizję i
jadła. Wokół niej było mnóstwo papierków po moich krówkach.
Nie usłyszała mnie. Przełączała kanały i nie zwróciła nawet
uwagi, że nie jest już sama w pokoju. Gdyby miała jeszcze
chociażby świadomość, że oprócz niej w domu znajduje się jeszcze dwójka ludzi. Podstawiłam jej talerz pod nos i usiadłam w
fotelu obok. Zaskoczyłam ją. Uśmiechnęła się do mnie i mruknęła
ciche cześć.
-Czy ty nie możesz zjeść zwykłego obiadu, tylko od wejścia
objadasz się MOIMI słodyczami?- program troskliwa matka-
włączony. Czasem się tak czułam, ale jej chyba to nie
przeszkadzało.
-No...Nie...Bo kto inny robi takie obiady jak ty?! Trzeba
korzystać... Odkupię Ci jeżeli chcesz.- podniosła się i usiadła
po turecku. Westchnęłam i zaczęłam oglądać jakiś beznadziejny
program, który akurat puszczali. Komedia romantyczna i Charlie...coś
tu nie pasuje.
-Charlie...Co ty oglądasz?
-A nie wiem. Jakieś pierdoły tylko lecą. Łap!- rzuciła mi pilot.
Zaczęłam skakać po kanałach i rzeczywiście niczego lepszego nie
było. Ostatecznie zostawiłam jakiś durny serial. Wszedł Duff i
rozłożył się na kanapie.
-Cześć Charlie!
-A jemu co odwaliło?-szepnęłam mojej towarzyszce.
-Nie wiem... Podlizuje się. Pewnie coś chce. Cześć.-odpowiedziała
ostatnie słowo głośniej zwracając się do Duffa. Zjadłam swój
posiłek i odniosłam talerz do zlewu. Wtedy ktoś wszedł do
mieszkania. Zdziwiłam się. O tej porze? Chyba coś się musiało
stać.
-Heej mamo.
-Cześć Debby- promiennie się uśmiechała.- Jak tam w szkole?
-Nic nadzwyczajnego... Coś się stało?
-Niee, czemu pytasz?
-Bo...Jesteś tak wcześnie w domu...
-A tak. Mam dobrą wiadomość!- powiedziała głośno i
entuzjastycznie. W jednym momencie obok mnie pojawiła się reszta
domowników (oprócz Alice, która była w pracy). -Wyprowadzamy się!
Nie. Ona chyba żartuje...
Subskrybuj:
Posty (Atom)