Siedzieliśmy w moim pokoju już
kilkanaście minut. Słychać było tylko nasze oddechy i moje kroki.
Chodziłam po pokoju i pakowałam wszystkie swoje rzeczy. Powoli
zaczęła dobijać mnie ta cisza. To do nich niepodobne.
-Przestańcie robić z tego takiej
tragedii. Nic się nie stało,tak? Wyprowadzam się,ale nie urywamy
kontaktu...
Zero reakcji... Na chwilę tylko
podnieśli głowy, później znowu spuścili i wpatrywali się w
dywan.
-Może coś powiecie...?
-Fajne... buty...masz.-Powiedział Duff
nadal patrząc na ziemię.
Nie miałam butów. Tylko skarpetki,
ale nie chciałam nic mówić. Westchnęłam i dalej się pakowałam.
Po jakichś trzech minutach do pokoju wparowała Sony i oznajmiła,
że mam być za chwilę gotowa. Nie miałam jeszcze wszystkiego, ale
jej to nie obchodziło. Kiedy mnie zawołałam wzięłam torbę i
wyszłam na korytarz. Charlie i Duff pobiegli za mną. Blondi wziął
bagaż... i podał go Charlotte? Wywróciłam oczami i zeszliśmy na
dół.
~*~
Stałyśmy przed średniej
wielkości domkiem jednorodzinnym. Myślałam, że idziemy na
lotnisko,ale przeszłyśmy kilka ulic i zatrzymałyśmy się tutaj.
-No to.... Jak Ci się
podoba?
-Ale...Co?
-Nasz nowy dom! Wiesz, nie
mogłyśmy ciągle siedzieć na głowie Alice.
Patrzyłam na nią z
niedowierzaniem.
-To... TUTAJ... Będziemy
mieszkać?!
-No... Tak.. Myślałaś,
że....
Nie dokończyła, bo mocno
ją przytuliłam. Później postawiłam gdzieś torbę i wróciłam
do starego miejsca zamieszkania. Po kilku minutach biegu byłam na
miejsca. Zaczęłam się dobijać do drzwi. Usłyszałam przekręcanie
klucza w zamku i sekundę później stałam przed Duffem. Rzuciłam
się na niego. Złapał mnie,ale chwilę później leżeliśmy na
ziemi. Śmiałam się jak opętana, a on nie wiedział co się
dzieje.
-Debby... O co.. chodzi?-
wydusił wreszcie z siebie.
-Gdzie jest Charlie?
-A jak myślisz? W kuchni.
Złapałam go za rękę i
poszliśmy do kuchni.
-Nie wiem jakim cudem nie
osiągnęła jeszcze wagi małej orki...- mruknęłam pod nosem.
Zazdrościłam jej figury. No, nie żebym była jakaś gruba i za
taką się uważała! Ja po prostu musiałam się trochę pilnować,
a ona jadła ciągle i nic... Kiedy przekroczyłam próg, ona akurat
zamykała lodówkę nogą i miała chyba zamiar iść do swojego
pokoju, ale kiedy mnie zobaczyła, zmieniła kurs, idąc prosto na
mnie.
-NIGDY WIĘCEJ MI TEGO NIE
RÓB!... Może czegoś zapomniałaś... Ale ja Ciebie już NIGDZIE
nie puszczę! Nigdy! Rozumiesz?
-Nie mam zamiaru nigdzie
iść, no, chyba, że kilka ulic dalej.
Złapałam ich za ręce i
czym prędzej opuściłam budynek. Wlokłam ich za sobą, a później
oni ciągnęli mnie... W końcu dotarliśmy pod mój nowy dom i
kazałam im,żeby mnie puścili.
-Ta-daaaaaaaaa!- krzyknęłam,
ignorując jakiegoś dziadka przechodzącego obok nas.
-Debby... O co chodzi?-
zapytał nieśmiało Duff. Odwróciłam się i zderzyłam z jego
plecami. Patrzył w zupełnie inną stronę.
-Tutaj patrz pacanie!
-Całkiem fajny domek... Ale
czemu tu stoimy?
Westchnęłam i znowu
pociągnęłam ich za sobą.
-Tutaj będę mieszkać!
-Aaaa.... No to mogłaś
mówić tak od razu,a nie! Bawisz się ze mną w jakieś
zgadywanki... Wiesz przecież, że...
-Że to totalny
debil...-dokończyła Charlie. Blondi udał, że tego nie słyszał i
weszliśmy do domu. Na przedpokoju już stała moja matka i
przyglądała nam się z rozbawieniem.
~*~
Leżeliśmy na mojej
kanapie. Już jakieś dziesięć minut, od kiedy wyłączyłyśmy
telewizor, Duff próbował nam udowodnić, że gruszki mają dużo
wspólnego ze strażakami, a we wnętrzu ziemi żyje całe stado
wściekłych kucyków gotowych w każdym momencie zniszczyć całą
ludzkość. Charlie nie wytrzymała, kiedy zaczął opowiadać o
apokalipsie, która już niedługo nastąpi, bo nie doceniamy
inteligencji tych małych, spasionych gryzoni.
-A Ty? Co o tym myślisz?-
zapytał.
-Co? Ale o czym?
-Nie słuchałaś mnie!
-Bo.. zamyśliłam się.
Zrobił minę obrażonego
dziecka,ale chwilę i tak zaczął wszystko od nowa. Na szczęście,
albo i nie, przerwała mu Charlie.
-HEEEJ! Zobaczcie co mam!!
Trzymała na rękach małego
kotka i skakała co chwilę albo do mnie,albo do Duffa.
-Fuuuuu! Przecież to
wygląda jak wieloryb skrzyżowany z jednorożcem!
-Nazwałam go Kebab!
-Czyli jest Twój?!
-No tak... A co? Zazdrościsz
mi?
-Nie no...Podobno
posiadanie kota wpływa kojąco na nerwy i poprawia samopoczucie....
-Nio
cjoo ślićny Kebabkuu? Duff! Skocz po coś dla małego!- wydawało
mi się,że nikt mnie nie słucha... Przyjrzałam się temu biednemu
stworzeniu i już wiedziałam, że ma przejebane. Ale...
-Jakie
on ma śliczne oczęta!- podbiegłam do kota.
-Pokaż!-
Duff odepchnął mnie na bok i przyglądał się Kebabowi.- On. Jest.
Straszny! Wcale nie jest słodki! Ani nie ma ładnych oczu! Ja mam
ładne oczy! To jest ohydne!- pociągnął zwierzę za ogon, na co
zareagowało prawidłowo- rzuciło się na nic niespodziewającego
się blondyna i chyba próbowało wydrapać mu oczy.
-TO
JEST DZIECKO IDIOTO! Zrobisz mu krzywdę! -Przywaliłam mu w głowę
i zaczęłam głaskać kotka.
-Ale...
To on powinien dostać! Ja nic nie zrobiłem...
-Zamknij
się i przynieś mu coś wreszcie!
BUAHAHHA!
Macie! No jak ja mogłabym zabrać stamtąd Debby? ;___; Wstawiłam,
to, co miałam i jestem strasznie niezadowolona... Jak chyba
wspominałam, jest tylko gorzej, ale co zrobić...
Taki
rozdział o niczym (no chyba, że czymś jest wiadomość, że
Deborah mieszka nadal w Seattle, ale kilka ulic dalej). Nawaliłam
bezsensownych dialogów, które na dodatek są nieśmieszne i
głupie... Coś mnie tknęło, żeby zmienić zdjęcia bohaterów (no
i wreszcie dodać opisy) Także zapraszam --> Bohaterowie
Nie
przynudzając, proszę jeszcze tylko o komentarze ;D No i jeszcze proszę o wpisywanie się do informowanych.