piątek, 22 marca 2013

Szósty

Siedzieliśmy w moim pokoju już kilkanaście minut. Słychać było tylko nasze oddechy i moje kroki. Chodziłam po pokoju i pakowałam wszystkie swoje rzeczy. Powoli zaczęła dobijać mnie ta cisza. To do nich niepodobne.



-Przestańcie robić z tego takiej tragedii. Nic się nie stało,tak? Wyprowadzam się,ale nie urywamy kontaktu...



Zero reakcji... Na chwilę tylko podnieśli głowy, później znowu spuścili i wpatrywali się w dywan.



-Może coś powiecie...?



-Fajne... buty...masz.-Powiedział Duff nadal patrząc na ziemię.



Nie miałam butów. Tylko skarpetki, ale nie chciałam nic mówić. Westchnęłam i dalej się pakowałam. Po jakichś trzech minutach do pokoju wparowała Sony i oznajmiła, że mam być za chwilę gotowa. Nie miałam jeszcze wszystkiego, ale jej to nie obchodziło. Kiedy mnie zawołałam wzięłam torbę i wyszłam na korytarz. Charlie i Duff pobiegli za mną. Blondi wziął bagaż... i podał go Charlotte? Wywróciłam oczami i zeszliśmy na dół.





~*~



Stałyśmy przed średniej wielkości domkiem jednorodzinnym. Myślałam, że idziemy na lotnisko,ale przeszłyśmy kilka ulic i zatrzymałyśmy się tutaj.



-No to.... Jak Ci się podoba?



-Ale...Co?



-Nasz nowy dom! Wiesz, nie mogłyśmy ciągle siedzieć na głowie Alice.



Patrzyłam na nią z niedowierzaniem.



-To... TUTAJ... Będziemy mieszkać?!



-No... Tak.. Myślałaś, że....



Nie dokończyła, bo mocno ją przytuliłam. Później postawiłam gdzieś torbę i wróciłam do starego miejsca zamieszkania. Po kilku minutach biegu byłam na miejsca. Zaczęłam się dobijać do drzwi. Usłyszałam przekręcanie klucza w zamku i sekundę później stałam przed Duffem. Rzuciłam się na niego. Złapał mnie,ale chwilę później leżeliśmy na ziemi. Śmiałam się jak opętana, a on nie wiedział co się dzieje.



-Debby... O co.. chodzi?- wydusił wreszcie z siebie.



-Gdzie jest Charlie?



-A jak myślisz? W kuchni.



Złapałam go za rękę i poszliśmy do kuchni.



-Nie wiem jakim cudem nie osiągnęła jeszcze wagi małej orki...- mruknęłam pod nosem. Zazdrościłam jej figury. No, nie żebym była jakaś gruba i za taką się uważała! Ja po prostu musiałam się trochę pilnować, a ona jadła ciągle i nic... Kiedy przekroczyłam próg, ona akurat zamykała lodówkę nogą i miała chyba zamiar iść do swojego pokoju, ale kiedy mnie zobaczyła, zmieniła kurs, idąc prosto na mnie.



-NIGDY WIĘCEJ MI TEGO NIE RÓB!... Może czegoś zapomniałaś... Ale ja Ciebie już NIGDZIE nie puszczę! Nigdy! Rozumiesz?



-Nie mam zamiaru nigdzie iść, no, chyba, że kilka ulic dalej.



Złapałam ich za ręce i czym prędzej opuściłam budynek. Wlokłam ich za sobą, a później oni ciągnęli mnie... W końcu dotarliśmy pod mój nowy dom i kazałam im,żeby mnie puścili.





-Ta-daaaaaaaaa!- krzyknęłam, ignorując jakiegoś dziadka przechodzącego obok nas.



-Debby... O co chodzi?- zapytał nieśmiało Duff. Odwróciłam się i zderzyłam z jego plecami. Patrzył w zupełnie inną stronę.



-Tutaj patrz pacanie!



-Całkiem fajny domek... Ale czemu tu stoimy?



Westchnęłam i znowu pociągnęłam ich za sobą.



-Tutaj będę mieszkać!



-Aaaa.... No to mogłaś mówić tak od razu,a nie! Bawisz się ze mną w jakieś zgadywanki... Wiesz przecież, że...



-Że to totalny debil...-dokończyła Charlie. Blondi udał, że tego nie słyszał i weszliśmy do domu. Na przedpokoju już stała moja matka i przyglądała nam się z rozbawieniem.





~*~







Leżeliśmy na mojej kanapie. Już jakieś dziesięć minut, od kiedy wyłączyłyśmy telewizor, Duff próbował nam udowodnić, że gruszki mają dużo wspólnego ze strażakami, a we wnętrzu ziemi żyje całe stado wściekłych kucyków gotowych w każdym momencie zniszczyć całą ludzkość. Charlie nie wytrzymała, kiedy zaczął opowiadać o apokalipsie, która już niedługo nastąpi, bo nie doceniamy inteligencji tych małych, spasionych gryzoni.



-A Ty? Co o tym myślisz?- zapytał.



-Co? Ale o czym?



-Nie słuchałaś mnie!



-Bo.. zamyśliłam się.



Zrobił minę obrażonego dziecka,ale chwilę i tak zaczął wszystko od nowa. Na szczęście, albo i nie, przerwała mu Charlie.



-HEEEJ! Zobaczcie co mam!!



Trzymała na rękach małego kotka i skakała co chwilę albo do mnie,albo do Duffa.



-Fuuuuu! Przecież to wygląda jak wieloryb skrzyżowany z jednorożcem!



-Nazwałam go Kebab!



-Czyli jest Twój?!



-No tak... A co? Zazdrościsz mi?



-Nie no...Podobno posiadanie kota wpływa kojąco na nerwy i poprawia samopoczucie....



-Nio cjoo ślićny Kebabkuu? Duff! Skocz po coś dla małego!- wydawało mi się,że nikt mnie nie słucha... Przyjrzałam się temu biednemu stworzeniu i już wiedziałam, że ma przejebane. Ale...



-Jakie on ma śliczne oczęta!- podbiegłam do kota.



-Pokaż!- Duff odepchnął mnie na bok i przyglądał się Kebabowi.- On. Jest. Straszny! Wcale nie jest słodki! Ani nie ma ładnych oczu! Ja mam ładne oczy! To jest ohydne!- pociągnął zwierzę za ogon, na co zareagowało prawidłowo- rzuciło się na nic niespodziewającego się blondyna i chyba próbowało wydrapać mu oczy.



-TO JEST DZIECKO IDIOTO! Zrobisz mu krzywdę! -Przywaliłam mu w głowę i zaczęłam głaskać kotka.



-Ale... To on powinien dostać! Ja nic nie zrobiłem...



-Zamknij się i przynieś mu coś wreszcie!






BUAHAHHA! Macie! No jak ja mogłabym zabrać stamtąd Debby? ;___; Wstawiłam, to, co miałam i jestem strasznie niezadowolona... Jak chyba wspominałam, jest tylko gorzej, ale co zrobić...

Taki rozdział o niczym (no chyba, że czymś jest wiadomość, że Deborah mieszka nadal w Seattle, ale kilka ulic dalej). Nawaliłam bezsensownych dialogów, które na dodatek są nieśmieszne i głupie... Coś mnie tknęło, żeby zmienić zdjęcia bohaterów (no i wreszcie dodać opisy) Także zapraszam --> Bohaterowie

Nie przynudzając, proszę jeszcze tylko o komentarze ;D No i jeszcze proszę o wpisywanie się do informowanych.