Po wielu długich godzinach drogi z
kilkoma przystankami wreszcie dotarły na miejsce. Skulona Debora
siedziała na przednim siedzeniu z zaschniętymi już na policzkach
łzami i niepokojem wypisanym na twarzy. Jej ojciec doskonale
wiedział co będzie dla niej czymś najgorszym. Co przysporzy jej
najwięcej bólu. Wiedział, że bez brata będzie nieszczęśliwa.
Będzie nikim. Na pewno miał nadzieję, że nie poradzi sobie.
Wiedział też,że kiedy tak się stanie ich matka również będzie
przygnębiona. Widząc ból i tęsknotę ukochanej córki.
Sony delikatnie odkleiła kosmyk
włosów zakrywający zamknięte powieki Debory,a ona niespokojnie
poruszyła się na fotelu, a chwilę później otworzyła oczy.
-Już jesteśmy.- wyciągnęła
kluczyk ze stacyjki wyłączając silnik i wyszła z samochodu. Jej
córka zrobiła to samo i chwilę później razem stały pod drzwiami
domku z torbami i gitarą należącą wcześniej do Jeffa. Sony
zadzwoniła do drzwi, a chwilę później stała w nich kobieta w jej
wieku.
-Sony? Co ty tutaj robisz?! Jak ja
Ciebie dawno nie widziałam!- uścisnęły się.
-Ja... Pokłóciłam się z Deanem. On
chce rozwodu...
-Wejdź, pogadamy.- uśmiechnęła się
ciepło kobieta.
Sony spojrzała na córkę, wzięła
ją za rękę i poszły za Alice. Usiadły w salonie i czekały na
kobietę. Chwilę później weszła z dwiema filiżankami herbaty.
Kiedy chciała się zapytać o co chodzi , zorientowała się, że
nie mogą rozmawiać o tym przy Debby. Podeszła do niej i ukucnęła
obok.
-Cześć Debby. Pewnie mnie nie
pamiętasz... Jak byłaś mała bardzo często odwiedzałam twoją
mamę i opiekowałam się tobą.
-Pamiętam.
-A pamiętasz Michaela? Mojego syna?
On wróci niedługo. Chodź, zaprowadzę cię do jego pokoju.
Złapała ją za rękę i po schodach
zaprowadziła do małego pomieszczenia należącego do chłopaka.
-Powinien być za- spojrzała na
zegarek- dosłownie dziesięć minut. Poczekasz?- Debby pokiwała
głową.- No dobrze. Rozgość się. Ja porozmawiam z twoją mamą.
Debora została sama w pokoju. Usiadła
na łóżku i przyglądała się wszystkiemu dookoła. Zauważyła
gitarę. Wzięła ją i zaczęła grać piosenkę, którą ostatnio
nauczył ją Jeff. 15 minut później usłyszała, że ktoś wchodzi
do domu.
-Już jestem!- krzyknął chłopak,
ściągnął buty i chciał szybko prześlizgnąć się do swojego
pokoju.
-Michael, zaczekaj. Musimy
porozmawiać.- kobieta zaprowadziła go do salonu. Zobaczył tam
kobietę w wieku matki siedzącą na kanapie. Nie poznawał jej.
-Dzień dobry.- przywitał się i
posłusznie usiadł na miejscu, które wskazała mu Alice.
-Cześć Michel.- uśmiechnęła się
sztucznie kobieta.
Sony i Alice wytłumaczyły wszystko
Michaelowi, a jemu nic nie przeszkadzało, nawet to, że przez jakiś
czas tu zamieszkają, dopóki nie dowiedział się, że kobieta ma
córkę. Nie podobało mu się to, ale nie miał nic do powiedzenia.
Poszedł do siebie, do pokoju. Dziewczyna spała na jego łóżku, a
obok niej leżała gitara. Zabrał instrument i położył go w
odpowiednie miejsce, a sam zszedł z powrotem na dół. Zjadł obiad
podany przez matkę i zgodnie z prośbą zaniósł rzeczy Debby do
pokoju naprzeciwko jego.
Nooo... Co tak króciutko? ;_______;
OdpowiedzUsuńŁadnie, pięknie, ale jeden szczególik to mnie rozjebał. MATKA MA NA IMIĘ SONY?! XDDD Genialne! xD
No nieee! Bo mi zaraz dupę urwie, idę dalej, czytać o Duffie *______*
No co? Wrzucasz dwa na raz i się dziwisz ;___;
Miał być jeden, ale jakoś wyszło, że na dwa rozdzieliłam... Matka Sony, bo trochę się rzeczywistości trzymam xD
UsuńDziękuję *.* Idę dalej pisać. Jak coś wyjdzie, to jeszcze dzisiaj coś dodam.
Mamy Duffa. A jeśli mamy Duffa to mamy wszystko, więc ja wciąż się jaram i przechodzę do kolejnego rozdziału, który mam nadzieję, będzie nieco dłuższy :D A nadzieja moją matką ^^
OdpowiedzUsuńDuuuf <3
OdpowiedzUsuńNa początku nie byłam jakoś przekonana, bo oczekiwałam na coś w stylu the Story czy Stories from the Garden of Eden, czyli pojebanego i niesamowicie śmiesznego, ale zaczyna się super <3