czwartek, 24 stycznia 2013

Drugi

Po wielu długich godzinach drogi z kilkoma przystankami wreszcie dotarły na miejsce. Skulona Debora siedziała na przednim siedzeniu z zaschniętymi już na policzkach łzami i niepokojem wypisanym na twarzy. Jej ojciec doskonale wiedział co będzie dla niej czymś najgorszym. Co przysporzy jej najwięcej bólu. Wiedział, że bez brata będzie nieszczęśliwa. Będzie nikim. Na pewno miał nadzieję, że nie poradzi sobie. Wiedział też,że kiedy tak się stanie ich matka również będzie przygnębiona. Widząc ból i tęsknotę ukochanej córki.

Sony delikatnie odkleiła kosmyk włosów zakrywający zamknięte powieki Debory,a ona niespokojnie poruszyła się na fotelu, a chwilę później otworzyła oczy.

-Już jesteśmy.- wyciągnęła kluczyk ze stacyjki wyłączając silnik i wyszła z samochodu. Jej córka zrobiła to samo i chwilę później razem stały pod drzwiami domku z torbami i gitarą należącą wcześniej do Jeffa. Sony zadzwoniła do drzwi, a chwilę później stała w nich kobieta w jej wieku.

-Sony? Co ty tutaj robisz?! Jak ja Ciebie dawno nie widziałam!- uścisnęły się.

-Ja... Pokłóciłam się z Deanem. On chce rozwodu...

-Wejdź, pogadamy.- uśmiechnęła się ciepło kobieta.

Sony spojrzała na córkę, wzięła ją za rękę i poszły za Alice. Usiadły w salonie i czekały na kobietę. Chwilę później weszła z dwiema filiżankami herbaty. Kiedy chciała się zapytać o co chodzi , zorientowała się, że nie mogą rozmawiać o tym przy Debby. Podeszła do niej i ukucnęła obok.

-Cześć Debby. Pewnie mnie nie pamiętasz... Jak byłaś mała bardzo często odwiedzałam twoją mamę i opiekowałam się tobą.

-Pamiętam.

-A pamiętasz Michaela? Mojego syna? On wróci niedługo. Chodź, zaprowadzę cię do jego pokoju.

Złapała ją za rękę i po schodach zaprowadziła do małego pomieszczenia należącego do chłopaka.

-Powinien być za- spojrzała na zegarek- dosłownie dziesięć minut. Poczekasz?- Debby pokiwała głową.- No dobrze. Rozgość się. Ja porozmawiam z twoją mamą.


Debora została sama w pokoju. Usiadła na łóżku i przyglądała się wszystkiemu dookoła. Zauważyła gitarę. Wzięła ją i zaczęła grać piosenkę, którą ostatnio nauczył ją Jeff. 15 minut później usłyszała, że ktoś wchodzi do domu.

-Już jestem!- krzyknął chłopak, ściągnął buty i chciał szybko prześlizgnąć się do swojego pokoju.

-Michael, zaczekaj. Musimy porozmawiać.- kobieta zaprowadziła go do salonu. Zobaczył tam kobietę w wieku matki siedzącą na kanapie. Nie poznawał jej.

-Dzień dobry.- przywitał się i posłusznie usiadł na miejscu, które wskazała mu Alice.

-Cześć Michel.- uśmiechnęła się sztucznie kobieta.

Sony i Alice wytłumaczyły wszystko Michaelowi, a jemu nic nie przeszkadzało, nawet to, że przez jakiś czas tu zamieszkają, dopóki nie dowiedział się, że kobieta ma córkę. Nie podobało mu się to, ale nie miał nic do powiedzenia. Poszedł do siebie, do pokoju. Dziewczyna spała na jego łóżku, a obok niej leżała gitara. Zabrał instrument i położył go w odpowiednie miejsce, a sam zszedł z powrotem na dół. Zjadł obiad podany przez matkę i zgodnie z prośbą zaniósł rzeczy Debby do pokoju naprzeciwko jego.

4 komentarze:

  1. Nooo... Co tak króciutko? ;_______;
    Ładnie, pięknie, ale jeden szczególik to mnie rozjebał. MATKA MA NA IMIĘ SONY?! XDDD Genialne! xD
    No nieee! Bo mi zaraz dupę urwie, idę dalej, czytać o Duffie *______*
    No co? Wrzucasz dwa na raz i się dziwisz ;___;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miał być jeden, ale jakoś wyszło, że na dwa rozdzieliłam... Matka Sony, bo trochę się rzeczywistości trzymam xD
      Dziękuję *.* Idę dalej pisać. Jak coś wyjdzie, to jeszcze dzisiaj coś dodam.

      Usuń
  2. Mamy Duffa. A jeśli mamy Duffa to mamy wszystko, więc ja wciąż się jaram i przechodzę do kolejnego rozdziału, który mam nadzieję, będzie nieco dłuższy :D A nadzieja moją matką ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Duuuf <3
    Na początku nie byłam jakoś przekonana, bo oczekiwałam na coś w stylu the Story czy Stories from the Garden of Eden, czyli pojebanego i niesamowicie śmiesznego, ale zaczyna się super <3

    OdpowiedzUsuń