Prawie trzyletni chłopiec
leżał skulony na łóżku tuląc do siebie z całej siły misia.
Usłyszał, że ktoś podjechał pod dom. Przetarł oczy swoimi
małymi rączkami. Było wcześnie rano. Bał się. Nie wiedział co
się stało jego mamie.
Kilka godzin temu upadła na ziemię
i krzyczała coś o jego tacie. Mały się przestraszył. Pobiegł
jak najszybciej schodami na górę, wskoczył na łóżko ojca i
obudził go. Ten słysząc głosy żony zerwał się i wybiegł na
dół. Chłopiec pobiegł za nim. Widział,że jego tata podnosi
mamę, bierze ją na ręce i kieruje się na dwór. 'Mamusiu!'
krzyknął tylko chłopczyk i dalej człapał za rodzicami. Ojciec
położył kobietę w samochodzie i już miał jechać, kiedy
przypomniał sobie o swoim synku. Wysiadł zdenerwowany z pojazdu i
zwrócił się do niego 'Wracaj do domu. Zadzwonię do mojej siostry
i się tobą zajmie. Zamknij drzwi i nikomu nie otwieraj!'. Ponownie
wsiadł do auta i odjechał z piskiem opon. Chłopiec stał jeszcze
chwilę i próbował zrozumieć, co stało się jego mamie. Kilka
minut później wrócił do domu i tak jak ojciec mówił, zamknął
drzwi. Jak na trzylatka był bardzo samodzielnym dzieckiem, potrafił
zrobić to, czego dzieci w jego wieku nie potrafiły i składał mające sens zdania. Ale on tego nie
wiedział. Nie miał kolegów, czy koleżanek. Dla niego to było
normalne. Usiadł w fotelu naprzeciwko drzwi i czekał, aż przyjdzie
ciocia Sharon. Lubił ją, ona zawsze z chęcią zajmowała się
małym. Sama nie mogła mieć dzieci, dlatego cieszyła się na każde
spotkanie z małym. Minęło 10 minut i rozbrzmiał dzwonek. Chłopiec
wstał niechętnie i podszedł do drzwi 'Kto tam?' zapytał. 'To ja,
maleńki, Sharon.'. Po usłyszeniu jej głosu otworzył pośpiesznie
drzwi i kiedy tylko ujrzał ciotkę, wtulił się w nią z całej
siły. Pięć minut później siedzieli na dywanie i malec pokazywał
jej swój nowy zabawkowy samochód, prezentując jej co potrafi. Kiedy
chwycił w rączkę niebieskie autko przypomniało mu się coś.
'Ciociu....' 'Tak?' 'A co się stało mamusi? Krzyczała, tatuś ją
gdzieś zabrał. Czy wszystko z nią dobrze?'. Ciotka słysząc to i
widząc jego świecące się oczy przybliżyła się i przytuliła
go. 'Tak, oczywiście. Wszystko z nią w porządku. Jak wrócą to Ci
wszyściuteńko wytłumaczą'. 'Ale... Kiedy oni wrócą?' 'Niedługo,
obiecuję Ci, że jak przyjadą, to Cię obudzę i razem pójdziemy
się z nimi przywitać'. Chłopiec słysząc to uspokoił się nieco.
Pobawił się jeszcze trochę ze swoją ciotką, ale godzinę później
powiedziała mu, że czas spać.
Minął
jeden dzień. Leżał
teraz i był przekonany, że wrócili jego rodzice, ale cierpliwie
czekał aż przyjdzie Sharon. Kilka sekund później do pokoju weszła
ciotka i gładząc malca po główce mówiła cicho 'Kochany,
wstawaj. Rodzice wrócili'. Słysząc to, zerwał się z łóżka i
pobiegł upewnić się, że jego mamie nie stało się nic złego.
Kiedy był już na samym dole schodów drzwi otworzyły się. Wszedł
jego ojciec, za nim matka. Chłopiec podskoczył do niej i kiedy
chciał się przytulić jego ojciec go zatrzymał. Mały spojrzał na
mamę. Była rozczochrana, a na rękach trzymała małe zawiniątko.
-Jeff. To jest Twoja siostrzyczka, Deborah.
O! A czemu nie napisałaś "fajne, zajrzyj do mnie" ? :< Pewnie byłaś w zupełności świadoma, że i tak zajrzę, ty cwana osobo, która nazywasz się jak siostrzyczka Jeffreya ^^
OdpowiedzUsuńJakoś tak lubię, jak z Gunsów robi się małe dzieci (nie wiem, skąd ten pomysł, że to opowiadanie będzie o Gunsach?! o.O Przecież nazwa bloga z piosenki Gunsów i Duff na avatarze oraz nazwisko Isbell jeszcze niczego nie przesądzają, prawda? xD), więc już zacieszam miskę i lecę czytać dalej! Przygotuj się na SPAM :]
Nie cwana osobo tylko mi się to nie podoba, o! A może siostrzyczka Jeffa nazywa się tak jak ja? o.O Taki spam to możesz mi urządzać codziennie!
Usuń